Avalon » Publicystyka » Artykuł

It's Morphin Time! #3 Droga do Shattered Grid cz. 2


(tekst zawiera spoilery z numerów #12-24, Annual 2017 serii Mighty Morphin Power Rangers)

Wracamy do omawiania pierwszych numerów serii Mighty Morphin Power Rangers. Ostatnio zatrzymaliśmy się mniej więcej w połowie omawiana tzw. drogi do Shattered Grid.

Rita przez chwilę spadła na boczny tor, przyćmiona obecnością lorda Drakkona. Szybko jednak rehabilituje się okrucieństwem wobec Goldara, swojego honorowego generała, którego planuje ulepszyć na rzecz kolejnego niecnego planu. Jej zachowanie stoi w opozycji do trwających poszukiwań przez zamartwiających się rodziców. Pozostali Rangersi wymownie milczą, kiedy padają błagalne prośby.

„Nie jestem tobą - jestem lepszym tobą” - słowa starszego Tommy’ego, który wyłania się zza maski lorda Drakkona, jego zniszczona twarz, nieprzyjazne spojrzenie, to jak traktuje przybyszy, musi wywierać niesamowity wpływ na zielonego wojownika. Na szczęście nim zostają podjęte przeciwko nim jakiekolwiek działania, do akcji wkracza Saba. Miecz przyzywa Tigerzorda i korzystając z dywersji prowadzi nastolatków do kolejnego z Zordów z arsenału białego wojownika – Falconzorda, na którego skrzydłach bezpiecznie gubią pościg.

Saba przedstawia historie swojego świata, która potoczyła się drastycznie inaczej po tym, jak Tommy po zdjęciu zaklęcia Rity, nie przyłączył się do Rangerów, a został wiernym sługą czarownicy. Wspólnie sterroryzowali świat, prowadząc opowieść do punktu, w którym Power Rangers, wraz z licznym wsparciem, stanęli mu naprzeciw w ostatecznej bitwie. Podczas walk Zordon chciał obdarować Jasona mocą najsilniejszego Rangera – białego wojownika. Coś jednak poszło okropnie nie tak, Tommy przerwał przekazanie mocy i po chwili stał triumfalnie w odmienionym stroju. Trzymał popękany hełm czerwonego wojownika zaciśnięty w dłoni.  Higgins tworzy alternatywną wersję zdarzeń w bardzo atrakcyjny sposób i ponownie nie daje miejsca na odmówienie racji antagoniście. Tommy jest postacią tragiczną zarówno współcześnie jak i w alternatywnej przyszłości. Bohaterowie jednak nie mają chwili na odpoczynek, zostają pochwyceni przez swoisty ruch oporu, a konkretniej przez Trini, Bulka i Aishe, która w drugim sezonie serialu przejęła rolę żółtej wojowniczki. Tutaj jej losy, podobnie z resztą jak całego świata, rozegrały się według innego scenariusza. Samo jej pojawienie się to przyjemny akcent. Autorzy pokazują, że nie zapomnieli o kolejnych pokoleniach wojowników.

Zeszyt #13 kładzie fundamenty pod zbliżające się bitwy. Zarówno w nowym pałacu Rity, jak i jej alternatywnym zamczysku w przyszłości, prowadzone są ostateczne przygotowania do zmiażdżenia Rangerów (w świecie Drakkona zwanych szyderczo Coinless). Dowiadujemy się też co działo się przez ten cały czas ze Skorpiną, która zamieniła się miejscami z Black Dragonem, w chwili jego przybycia do głównego uniwersum. Zaczynam zastanawiać się, czy w zamian za Billy’ego i Tommy’ego oddał coś alternatywny świat, ale próżno szukać odpowiedzi na to pytanie. Podobnie z resztą jak na kolejne – gdzie w tej rzeczywistości podziała się Rita i jej sługusy? Dlaczego nie pojawił się tutaj Lord Zed? Czy doszło do wojny z Imperium Maszyn?

Znacznie więcej odpowiedzi uzyskują dla nas niebieski i zielony wojownik. Ze smutkiem słuchają o losach swoich towarzyszy (czy raczej ich tutejszych wersji), starają pocieszyć się tych, którzy pozostali, zasiewając w ich sercach, wraz z powrotem Saby, iskrę nadziei. Nie mogę doliczyć się jednego Rangera wśród ocalałych i wspominanych, ale zapewniam, że w tym wypadku autorzy przygotowali dla nas na przyszłość nie lada perełkę.

Trini majstruje przy Dragonzordzie z innego świata, a chłopaki okładają się w sparingu po twarzach, kiedy nagle słyszą głos Alpha. Robot znalazł słaby punkt w pałacu Rity, a Rangerzy zgodnie postanawiają odbić swoje moce i dom. Odziani w zieleń, ruszają wprost w zastawioną na nich pułapkę.


Zaprowadzeni wprost w łapska Goldara i jego ulepszonych klonów, Rangerzy znajdują się w potrzasku zmuszeni do walki o przetrwanie. Równolegle w alternatywnej przyszłości rozpoczyna się zajadła bitwa, do której lord Drakkon rzuca wszystkie swoje i tak przeważające siły. Podczas gdy w głównym uniwersum Rangerzy wpadają z deszczu pod rynnę i zmuszeni są do wezwania Zordów, Tommy pada łupem swojej alternatywnej wersji. Drakkon obiecuje oszczędzić ludzi, jeśli ci oddadzą mu ostatnią posiadaną przez siebie monetę. Dzierżąca ją Trini podaje ją Billy’emu, który ma okazję przy jej pomocy zachować się jak prawdziwy bohater. Tymczasem armia Goldara zabiera przed swoją królową pochwyconą żółtą wojowniczkę. Ostatni kadr zeszytu dopełnia dramatyzmu, kiedy Billy w alternatywnym świecie podejmuje zaskakującą decyzję. W trakcie czytania tych starć przyłapałem się na zagryzaniu paznokci. Drakkon po raz kolejny triumfuje i ciężko wyobrazić sobie racjonalnie przeprowadzony upadek władcy.

Kiedy zauważyłem, że okładka kolejnego zeszytu ozdobiona jest nazwiskiem innego rysownika, od razu wiedziałem czego się spodziewać. Daniel Bayliss kreśli bardzo ładne Zordy, ale ciężko ocenić go w tym komiksie. Jest on astralny, kosmiczny. Poza czasem. Czy może raczej pomiędzy dwoma całkowicie różnymi od siebie czasami. Poznajemy w nim losy Zordona, zagubionego od chwili eksplozji w centrum dowodzenia. Może on teraz wyłącznie niemo obserwować wydarzenia w dwóch rzeczywistościach. Komiks ten wypełnia kilka luk w opowieści Saby, ale przede wszystkim pokazuje jak bardzo Zordon wierzy w swoich Rangerów. Jak jego odpowiednik ufał, że w Drakkonie jest dobro. Nawet po zadanej mu przez niego śmierci. Dociera do mnie, że komiks względem serialu zyskał na dojrzałości, na przekazywanej treści. Tli się we mnie nadzieja na dobre zakończenie, na powrót do serialowych wydarzeń po tym wszystkim, ale cokolwiek się stanie, to są Power Rangers.

Billy nie przybiera postaci niebieskiego wojownika. Jest bohaterem zupełnie innego kalibru. Zamiast tego staje przed Drakkonem pewny siebie i swojej wiedzy. Krótkie połączenie między światami, odległość jaką mieli do swoich oprawców wystarczyła im, żeby ich przechytrzyć. Tak jak Billy w alternatywnym świecie, tak i Trini stojąca przed obliczem Rity, przechylają szale zwycięstwa na swoją stronę. Skutkiem ich działań jest zniszczenie morfera Drakkona i zwrócenie pełnej mocy Power Rangers. Najbardziej podoba mi się reakcja Kim, która podkreśla, że w zielonym nie było im dobrze. Mając w końcu do dyspozycji komplet Zordów uzbrajają się oni w Megazorda i rozprawiają z ulepszonymi Goldarami. Jednego z nich osobiście zabija też ich pierwowzór. Odczułem pewien niepokój, kiedy Trini rzuciła wyzwanie Ricie do walki jeden na jeden, a czarownica obiecała podjęcie rękawic w przyszłości. Mam nadzieję, że ten pomysł nie zostanie porzucony.

Główne starcie odbywa się tym czasem w alternatywnej przyszłości. Choć pozbawiony mocy, Drakkon rzuca się do walki z Tommym, a wtóruje mu ciężkozbrojna kawaleria. Nawet w obliczu rychłej klęski Drakkon czuje się lepszy od swojego młodszego odpowiednika. Cała ich rozmowa sprowadza się do roli pracy zespołowej w zwycięstwie i wpływie przyjaciół. Niegasnące przesłanie serii triumfuje, a pojawienie się w alternatywnej przyszłości pozostałych Rangerów, tylko dopełnia obrazu zwycięstwa. Bohaterowie mają tylko kilka chwil na wymianę uścisków i rad ze swoimi odpowiednikami. Po powrocie okazuje się, że nie wrócili sami. Towarzyszy im Saba, który ma zapewnić połączenie z Zordonem zanim bohaterowie odbudują centrum dowodzenia.

Epilog to odpowiedź Tommyego na pytanie postawione mu w pierwszych komiksach przez Bulka i Skulla. Podsumowanie czym są dla niego Power Rangers, w których w końcu znajduje miejsce, daje powód do chwili zadumy. Przyjazne zakończenie mąci jednak ostatnia strona. Do świata Rangerów dostał się z nimi ktoś jeszcze.

Przed #17 zeszytem serii miałem szczerą nadzieję na większy przeskok w czasie. To była dobra okazja na wrzucenie drugiego sezonu serialu (przynajmniej przed odejściem trzech z pięciu pierwszych Power Rangers), wprowadzenie garści nowych postaci i ochłonięcie po wydarzeniach.


Zamiast tego jednak dostajemy akcje w kilka miesięcy później. Zordon wciąż nie powrócił, chociaż jego wychowankowie odnaleźli w końcu kolejny z elementów układanki, który ma sprowadzić go do domu. Rita nie wysyła od dawna kolejnych potworów, przez co Rangerzy mieli czas zająć się ratowaniem świata. Taki stan rzeczy sprzyja wszystkim, sprawiając, że świat staje się lepszym miejscem, jak podkreśla to w wiadomościach Grace Sterling, enigmatyczna postać, której przyjrzymy się bliżej nieco później. Nastolatkowie mają teraz więcej czasu dla siebie i swoich aktywności. Billy i Tommy zbliżyli się dzięki wspólnej wyprawie i trenują razem na siłowni, dziewczyny nudzą się zwykłym życiem i szukają rozrywki rozmawiając wysoko ponad chmurami na grzbiecie różowego pterodaktyla. Kilka kadrów wcześniej pada imię pewnego chłopaka z przeszłości, ale to materiał z zupełnie innego komiksu od BOOM! Studios. Tylko Jason przesiaduje w centrum dowodzenia i wsłuchuje się w wiadomości, gotów ruszyć na ratunek potrzebującym. Podczas kolejnej z wypraw ich spokój (o ile tak można go określić) zakłóca pojawienie się wspomnianej pani Sterling. Prosi ona Rangerów o pomoc w odnalezieniu zaginionych pilotów, zachęcając ich dodatkowo zdjęciem Finstera (jeden z sługusów Rity, odpowiedzialny za tworzenie potworów). Nastolatkowie ruszają z odsieczą, pakując się przy tym w całkiem mroczną historię, przyprawioną rządową propozycją współpracy (brzmi znajomo?). Choć akcja zamyka się w jednym zeszycie na szczególną uwagę zasługuje właśnie pomniejszy antagonista. To typ szalonego naukowca, całkowicie oddanego sprawie. Na każdym panelu, na którym tylko gości odruchowo spoglądam mu na ręce, to taki typ, na którego trzeba uważać. Nawet pojmany zdaje się zabezpieczać na każdą okoliczność.

Higgins w zgrabny sposób przypomina nam o zapomnianej przez czytelnika młodzieńczej miłości Kim i Tommy’ego (którą z kolei w niezgraby, wręcz uroczy, sposób prezentują nastolatkowie).

Na świecie pojawiają się kolejne monstra. Jason i Zack odrywają pozostałych przyjaciół od ich zajęć i przenoszą się wspólnie do jednego z tworów Finstera. Walki z stworami są przeprowadzone w pomysłowy sposób, ale poza kilkoma akcjami i żartami wyczekujemy tylko ich końca. Tym bardziej martwi kiedy szaleniec wyznaje, że w przeciągu ostatnich miesięcy powołał do życia wiele takich stworów i dodatkowo, dla efektu jeszcze większego chaosu, w pełni odebrał sobie nad nimi kontrolę. Alpha i Saba wciąż nie potrafią określić kiedy Zordon wróci, a pozbawieni możliwości namierzania potworów przed atakiem Rangerzy zastanawiają się nad przyjęciem oferty Grace. Tym większe jest zaskoczenie nastolatków, kiedy ta dosłownie puka do drzwi centrum dowodzenia i prosi o widzenie z Zordonem. Okazuje się ona być poprzednim czerwonym wojownikiem. Komiks ten jest ostatnim jak do tej pory występem Hendry’ego Prasetya w roli rysownika tej serii. Szkoda, bo został zastąpiony tuż przed Shattered Grid, niemniej mam nadzieję, że pojawi się on ponownie w tej roli w przyszłości.

Daniele Di Nicuolo prowadzi wizualną stronę wspomnień Grace, ale nie będzie to jednorazowy występ. Z jednej strony podobają mi się jego rysunki, choć są znacznie bardziej łagodne i przyjazne, z drugiej niektóre postacie wychodzą mu niedbale, albo tracą indywidualne cechy, jeśli tylko pojawia się ktoś choć odrobinę podobny.

Mały krok dla człowieka, wielki dla ludzkości. Kiedy w latach sześćdziesiątych amerykanie lądowali na Księżycu, a cały świat oglądał to z zapartym tchem, pojedyncze uderzenie stopy o powierzchnie satelity obudziło coś jeszcze. Zielonego Psycho Rangera. Wojownik ten stworzony na potrzeby najwyższego zła nie zagościł nigdy w serialu obok pozostałej piątki. Kolorystycznie uzupełniałby paletę barw odzwierciedlającą rangerów z pierwszego sezonu, ale nie o tym mowa. Istota ta przemierzała kosmos na życzenie Dark Specter (technicznie najwyżej osadzonego złoczyńcy w hierarchii, przynajmniej jeśli przyjmiemy zawarty przez niego sojusz w Power Rangers In Space, z pozostałymi antagonistami), w celu odnalezienia i oswobodzenia Rity. Został powstrzymany potężną wiązką energii wystrzeloną z Ziemi przez Zordona i wyeliminowany na wiele lat. Teraz jednak, kiedy cały świat patrzy, Zordon nie może sobie pozwolić na strzelanie do Księżyca. Robi to, co umie najlepiej, czyli rekrutuje Power Rangers. Widać jednak, że to jego debiut na tym polu. Ludzie, których ściąga do centrum dowodzenia, nie znają się, pochodzą z różnych kultur i nie za bardzo pali im się do współpracy. Nawet rozdzielając stroje, mężczyzna, który stoi teraz cały na różowo, głośno wyraża niezadowolenie. Ot kolejna uwaga na przyszłość. Kolejna? Uczyć młodych wojowników ich zdolności stopniowo. Choć z dostępem do pełnej palety gadżetów Rangerzy lądują na Księżycu, szybko padają ofiarą najpierw własnych nieporozumień, następnie zielonego Psycho Rangera, a ten nie okazuje im litości. Brutalnie zabija dwójkę z nich, nieomal wykonuje powierzone mu zadanie, kiedy zostaje pokonany w samobójczym ataku niebieskiego wojownika. Misja została wykonana, Zordon bierze na siebie brzemię porażki i śmierci trójki ludzi, jak wiemy wyciąga lekcje na przyszłość. Zagrożenie zostało zażegnane, odbiera więc moce swoim pierwszym wybrańcom. Grace, pierwsza liderka Power Rangers, poza wymarzoną wyprawą na Księżyc zabrała dla siebie jeszcze jedną pamiątkę. Broń zielonego emisariusza zła.

Kolejny numer wraca na główne tory fabularne, ale bez wspomnianego wyżej rysownika. Na kilka numerów przed eventem, komiksy kreślić będzie Jonas Scharf z bliźniaczo podobną kreską do poprzednika, tyle, że z dość osobliwym podejściem do kreślenia postaci. Na odbiór ma też spory wpływ praca ludzi odpowiedzialnych za paletę barw i rzucane cienie. Szybko jednak przyzwyczajamy się do jego rysunku.

Grace zaprasza Rangerów do Promethea, siedziby/miasteczka swojej organizacji mającej na celu poprawę życia na Ziemi. Prowadzone przez nią prace wzbudzają początkowo kontrowersję wśród nastolatków, do chwili, w której udowadnia ona, że jest w stanie śledzić twory Finstera, co najważniejsze, uprzedzając ich przemianę. Podczas zwiedzania, jeden ze stworów ucieka, dając pole do popisu wojownikom, zarówno w sferze samej walki, jak i dowcipu, a ten w odniesieniu do potworów już wcześniej dał się poznać jako mocno sytuacyjny. Podobnie z resztą jak w serialu. Walka kończy się nagle pojawieniem się Zorda będącego dziełem organizacji Grace, którego była Rangerka osobiście pilotuje. Po krótkim wyjaśnieniu genezy robota i złożeniu po raz kolejny propozycji współpracy, do nastolatków zgłasza się Alpha i sprowadzony przez niego w końcu mentor drużyny – Zordon.


Nieobecna do tej pory Rita Repulsa rozpoczyna wprowadzanie w życie kolejnego niecnego planu, w tym celu przemierzała galaktykę w poszukiwaniu czarnoksiężnika, który będzie w stanie wykonać dla niej pewien przedmiot. Poza zapłatą w postaci niemożliwego do zdobycia drobiazgu, Mag Oszustwa domaga się od Repulsy jeszcze jednego. Prawdy. Mamy tutaj ciekawy wgląd w nabierającą wymiarów postać i jednocześnie kolejny smaczek dla fanów. Na jego pełną prezentację musimy jednak zaczekać, ale w efekcie rzuci ciekawe światło na sam serial.

Radość z powrotu ogromnej głowy do gigantycznej tuby mija bardzo szybko. Rangerzy zaczynają dociekliwie domagać się odpowiedzi na kwestie, które Zordon zdecydował się przed nimi przemilczeć. Mentor wychodzi im jednak naprzeciw, umiejętnie, po ojcowsku prowadzi ich do satysfakcjonujących konkluzji. Problem pojawia się dopiero, kiedy Rangerzy chcą podjąć współpracę z Grace i jej organizacją. Idea ta nie idzie do końca w parze z zamysłem Zordona, jednak udaje się osiągnąć nić porozumienia.

Nastolatkowie pracują w parach pomagając w organizacji. Poza rozmowami o ratowaniu świata, ponownie wplata się wątek Kim i Tommy’ego, którzy chowają przed sobą swoje uczucia. W czasie pozornej sielanki Saba odwiedza więźnia i proponuje mu współpracę. Próbuje go przekupić możliwością dowolnego tworzenia w zamian za wyłączenie swoich tworów. Nie udaje się jednak osiągnąć porozumienia na tej płaszczyźnie. Podobnie z resztą jak u zielonego i różowej wojowniczki, którzy w końcu stają przed nienazwaną ścianą, która dzieli ich od bycia szczęśliwymi. Autor w dość brutalny sposób rozprawia się z trudami młodzieńczego zauroczenia.

Ostatnie strony to rozmowa Grace i Jasona. „Czerwony hełm jest cięższy od pozostałych” to kolejna brutalna prawda, tym razem o roli przywódcy. Komiks kończy się wezwaniem do walki z kolejnym potworem. Dowiadujemy się pod nieobecność Rangerów, że Grace skrywa przed nimi w jakąś tajemnice.

Kolejne starcia z potworami to ponownie błyskotliwość i dowcip. Dzięki różnorodnym monstrom nie nudzimy się na kolejnych potyczkach. Dopiero kiedy Rangerzy docierają do Grace, która poddała kwarantannie całe miasteczko, nie mogąc znaleźć inaczej potwora, coś zaczyna zgrzytać w tym układzie. Billy i Trini wracają do siedziby organizacji, żeby pomóc w ulepszeniu urządzenia namierzającego. Kiedy żółta wojowniczka zabiera sprzęt na miejsce rychłej potyczki, jej przyjaciel wdaje się w rozmowę z jednym z naukowców z ośrodka. Wynika z niej, poza licznymi komplementami pod adresem wojownika, że Grace ukrywa coś w murach Promethea.

Tym czasem Rita dociera do umysłu Finstera i zaprasza go do siebie. Przez tą scenę mam problem z całym kieszonkowym wymiarem. Skoro teraz, bez żadnego problemu, czarownica wyciągnęła z niego swojego cudotwórcę, to dlaczego nie zaatakowała w nim Rangerów, kiedy ci ukrywali się tutaj przed Black Dragonem? Szczęśliwie to pierwsza taka wpadka i możliwa do wyjaśnienia. Niemniej, niestety, zdarzyła się.

Billy szybko omija strażników i odnajduje sekret organizacji zatajony przed Rangerami. Oto stoi zakuty w łańcuchy, przybyły z wojownikami z alternatywnego świata, Lord Drakkon. Jego potworny uśmiech i zielone spojrzenie zaskakują i na pewno przerażają niebieskiego wojownika. Kilka miesięcy w samotności widocznie odcisnęły piętno na Drakkonie, który szczerzy się i grozi zaskoczonemu Billy’emu. Rozmowa jednak nie trwa długo, niebieski wojownik musi ruszać wesprzeć przyjaciół. Tak rozpoczyna się preludium do szumnie zapowiadanego Shattered Grid.

Czarownica z Księżyca wchodzi w serialową skórę. Krzyczy i bez namysłu wydaje rozkazy natychmiastowej aktywacji tworów Finstera. Dziesięć potworów atakuje jednocześnie cały świat, a przytłoczeni Rangerzy nie są w stanie poradzić sobie z nimi rozproszeni, nawet z wsparciem robota Grace. Repulsa popełniła jednak błąd wydając rozkazy bez namysłu. Powiększone potwory szybko tracą na sile i padają pod stopami tryumfujących Zordów. Ponownie jednak nie znajdujemy chwili na radość, kiedy Billy zdradza drużynie tajemnice organizacji. Po krótkiej rozmowie z Drakkonem, Jason udaje się na rozmowę z byłą liderką Power Rangers. Jest wściekły i zrywa dalszą współpracę.


W centrum dowodzenia nastolatkowie decydują o przejęciu Drakkona, choć zdają sobie sprawę, że nie ukryją go przed Ritą, nawet w kieszonkowym wymiarze. Rzuca to dobre światło na postawiony przeze mnie wyżej zarzut, mam nadzieję na logiczne objaśnienie w przyszłości. Tylko, że ta przyszłość maluje się w nieciekawych barwach. Zordon rozmawia z Jasonem o ciężarze przywództwa, o brzemieniu odpowiedzialności, jakie każdy dźwiga na swoich barkach. Przysłuchuje się im w milczeniu Saba, który chwilę później stoi już przed obliczem Drakkona. Pragnie on wziąć na siebie odpowiedzialność za przybysza z jego świata. Czuć tutaj ciężar i powagę sceny. Rozmowa nie trwa długo, miecz jest pewny tego, co musi zrobić. Wiązka czerwonego lasera wyskakuje z jego oczu jednak chybia. Strzał okazuje się na tyle niefortunny, że pomaga Drakkonowi oswobodzić się i przejść do kontrataku. Mimo postawionego oporu zły Ranger dopada do Saby i urywa mu głowę. Jestem w szoku. Próbuję pozbierać się po tym co właśnie zobaczyłem, jak rewelacyjnie Higgins wprowadza nas w swój event.

Drakkon otwiera portal. "No Ranger is Safe" rozbrzmiewa w umyśle czytelnika. Pozostawione bez odpowiedzi pytania, wykreowana historia czy wreszcie złowieszczo spoglądający na nas antagonista sprawiają, że zadajemy sobie pytanie, jak szóstka Rangerów poradzi sobie z zbliżającym się wyzwaniem? Na to pytanie przyjdzie nam poczekać do samego już Shattered Grid (o którym napiszę za miesiąc).

Tak jak i w 2016 roku, i w 2017 oprócz głównej serii BOOM! Studios zaprezentowało czytelnikom dodatkowy zeszyt w postaci Annuala. Tym razem dostaliśmy pięć historyjek, ale ich wartość dla samej serii zdaje się być znacznie większa. Już pierwsza z nich, „Search Party”,  z psychodelicznymi rysunkami Goñi Montesa, ukazuje nam zielonego wojownika w samotnej walce ze złem, umykającego przed szukającymi go pozostałymi Rangerami. Smaku dodaje tutaj fakt, że oglądamy tak naprawdę alternatywną rzeczywistość i pierwszy raz, kiedy Tommy słyszy swoje przyszłe imię - Drakkon. Na zachętę dodajmy jeszcze, że za scenariuszem stoi autor głównej serii Kyle Higgins (choć może nie ma go co gloryfikować – w poprzednim Annualu odpowiadał za jedną ze słabszych historyjek). W kolejnych autorzy skupili się kolejno na Zacku (czy raczej na czarnym wojowniku, bo jego następca też zaliczy tutaj występ) i na Trini i tutaj chciałbym zatrzymać się na chwilę. Dzień wolny z życia żółtej wojowniczki posiada w sobie coś nad wyraz atrakcyjnego, zarówno od strony wizualnej, jak i samej narracji, a fakt, że  Thùy Trang, aktorka wcielająca się w serialową Trini, zginęła tragicznie w wypadku samochodowym, nadaje całości specyficzny wydźwięk.

Ostatnie dwie historyjki skupiają się na antagonistach. „Sabrina’s Day Out” to nic innego jak dzień wolny Scorpiny i Goldara, wzbudzający sympatię do tych karykaturalnych postaci, z kolei „Perfect” to zdecydowanie najlepsze co znajdziemy w tym Annualu. Jest to groteskowa opowieść o Finsterze i jego ukochanej. Zdecydowanie warte polecenia, tak jak cały komiks. O ile poprzedni Annual nadaje się przede wszystkim dla wiernego fana, tak tutaj mamy do czynienia z dziełem wartym polecenia nawet osobie, która nie ma zamiaru zaznajomić się z główną serią, a wciąż kojarzy serial. Kawał dobrej roboty.

Tak oto znaleźliśmy się w punkcie, w którym zaprezentowałem pierwsze 24 (plus numer zerowy i dwa annuale) komiksy z serii Mighty Morphin Power Rangers od BOOM! Studios. Za dwa tygodnie krótka przerwa na przedstawienie najciekawszych wariantów okładkowych tej serii, a potem wracamy do głównej fabuły. Będzie się działo!

Do następnego It’s Morphin Time!

Mateusz "Hawk" Cebrat

Sprawdź także:


Kolejna odsłona It's Morphin Time już za dwa tygodnie!
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.